Teksty na każdy temat (Reklama: pikniki firmowe ,)

Trudno było przewidzieć, które z nich umrze pierwsze ona czy Mahler. Pewne natomiast było, że oboje umrą w ciągu najbliższego dnia. Droga stawała się coraz trudniejsza. Często musieliśmy zatrzymywać się. Zarówno ilość szczelin, jak i stopień ich niebezpieczeństwa znacznie się zwiększyły. Przestawała też świecić latarka Jackstrawa. I właśnie w tej sytuacji prawdziwym skarbem okazał się Balto. Ten wielki pies tak w ciągu dnia, jak i w zupełnej ciemności doskonale wyczuwał wszystkie szczeliny; i te otwarte, i te zakryte śniegiem. Szedł bezbłędnie. Biegł przed nami badając teren, a później wracał do nas, jakby upewniał się, czy wybieramy dobrą drogę. Mimo to posuwaliśmy się bardzo powoli. Było kilka minut przed dziewiątą, gdy natknęliśmy się na ciężarowe sanie. Opuszczone, stały obok naniesionej moreny. Mimo ciemności łatwo można było sobie wyobrazić, co się stało. Zakręty lodowca, nie mówiąc już o nagłych zapadlinach, stworzyły z ciężkich sań zbędny, a nawet niebezpieczny balast. Musiało nimi nieźle zarzucać w prawo i lewo, skoro Smallwood i Corazzini odcięli je i zostawili. Podejrzewam, że uczynili to z obawy, aby sanie nie wciągnęły traktora do jakiejś szczeliny. Dziwiłem się, że nie zrobili tego wcześniej. Żywność i paliwo przenieśli do kabiny traktora, pozostawiając na saniach cały pozostały ładunek, oczywiście z wyjątkiem aparatu radiowego.

(Reklama: )